W poniedziałek uzupełniłem zapas mleka (taka ilość to u mnie normalka)
We wtorek podjechałem do Prudnika po moje ulubione dżemy. Zapasy mam na miesiąc, więc mogę wyjść z domu dopiero po Wielkanocy.
Nawet po chleb nie będę musiał wychodzić. Podpłomyki (sama mąka i woda) już testowałem, wychodzą mi jadalne. Dzisiaj przetestowałem tzw chlebki naan.
Wychodzą jadalne, ale długo z nimi nie poszaleję, bo tu, u nas, najbardziej poszukiwanym towarem nie jest ani papier toaletowy, ani ryż czy makaron ale drożdże - ani suchych ani mokrych nie ma.
Na obiad dzisiaj resztki czeskich zapasów (został jeszcze w zamrażalniku obalovany kvetak).
Dezynfekcja czeskim piwem mi odpowiada :)




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz