wtorek, 11 kwietnia 2017

Przedświąteczny Wrocław

Kilka dni temu jadąc do Nysy, potwierdziły się niestety moje spore problemy z chorobą lokomocyjną. Dziwna sprawa - jak sam kieruję samochodem, nic ale to absolutnie nic nie czuję. W roli pasażera busu czy dużego autobusu, jak w latach wczesnej młodości - wystarczy 15-20 min i zaczynają się spore problemy. Kupiłem wyciąg z imbiru, podobno działa wspaniale - ale nie na mnie.
Dzisiaj postanowiłem przetestować inne połączenie - trochę dłuższe, bo trzy godziny, zamiast dwóch, ale jak się okazało nawet tańsze (17,5 zamiast 20 zł). Busikiem do Nysy i później pociągiem do Wrocławia. Pociągami zawsze mogłem jeździć a ten busik, mimo imbiru "poczułem".


Pogoda i w Głuchołazach i we Wrocławiu podobna - zimno, pochmurno, wieje ja durne.
Trochę się pokręciłem po mieście i wracałem "tygryskiem" czyli NyskiBus. Mimo  wzięcia maksymalnej ilości imbiru - ledwie wytrwałem te dwie godziny.
Na koniec ZONK - okazuje się, że już nie jeżdżą na moje osiedle, kurs się kończy na dworcu autobusowym. Poza tym, kilka kurów już nie ma, m.in. tego o 19:45 z Wrocławia, tego o 6:45 z Głuchołazów. A na swojej stronie firma nic nie zmieniła
Nowy wrocławski dworzec autobusowy rośnie jak na drożdżach.


A ja chyba będę musiał jakoś przemyśleć swoje wyjazdy do Wrocławia