Wreszcie po dwóch dniach czekania przyszedł kominiarz.
Dwa dni z rzędu rano miałem zadymioną kuchnię chociaż nic się w niej nie paliło. Temperatura rano potrafi być i 4 stopnie pod piecykiem.
Kilka dni robiłem obserwacje, eksperymenty i okazało się, że komin do którego podłączony jest piecyk działa w drugą stronę, to znaczy zaciąga powietrze z zewnątrz i wpycha do domu.
Ten dym, to widać z sąsiednich kominów zaciągnął do domu.
Kominiarz mi dzisiaj wytłumaczył, że mam za szczelne okna (a ja narzekam ciągle, że gdzieś mi wieje spod okien w kuchni) i że muszę albo założyć dodatkowe wentylacje albo zostawiać uchylone okno w kuchni. Przy kilkunastu stopniach mrozu, to jest "ciekawa" propozycja.
W sąsiednim bloku sytuacja była podobna, doszło do tego, że woda w piecyku zamarzła i wężownica popękała.
We Wrocławiu były piece kaflowe, kominy i nigdy takiej sytuacji nie było.
Kominiarz poradził mi zatykać na noc rurę - zobaczymy czy podziała.
Ciekawe, kiedy zapomnę zdjąć tę folię :) :) :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz