Czterdzieści sześć lat temu (straszne), w 1971 roku, oglądałem z zaciekawieniem i zazdrością czeskie pociągi jadące wiaduktem koło Pokrzywnej. Moim marzeniem wtedy było przejechać się takim pociągiem, ale nie było to wykonalne w ramach obozu socjalistycznego. W następnych latach, gdy spędzałem sylwestry w Pokrzywnej, znowu tylko oglądałem te pociągi. Dzisiaj, wreszcie przejechałem tym wiaduktem do Krnova.
Miasteczko ładne, centrum zadbane, odlizane, ciche i sympatyczne.
Połaziłem, pooglądałem, obiadek zjadłem (znowu knedliki). Pewnie jeszcze kiedyś się tutaj wybiorę, ale trzeba z rowerkiem.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz